tuning siatuni ;)

Zobacz blog

pamiętna siatunia poczyniona na wakacjach w rodzinnym mieście przeszła srogi test: kilogram pomidorków – lekko miękkich, sześć ogórków gruntowych – świeżutkich 😉 buła dla Małego Człowieka. okazało się, że ucha są źle zrobione i utrudniają korzystanie z siatuni, a do tego wpijają się okrutnie w me ramię. wyrok: TRZEBA PRZEROBIĆ!
wizja od razu powstała w głowie i tylko trza było poczekać, aż się ogarnę ze skrzydlatymi i innymi podarkami 😉 a jak już się ogarnęłam, to przerobiłam i jest SUPER, EXTRA! 🙂
zaczęłam od sprucia uch(wytów) 😉 potem siatka dostała nowe dno 😉 w sensie, że wszyłam kawałek materiału, żeby dno było stabilniejsze i chociaż ono się nie wyciąga 😉 
niestety przeróbki w połowie musiały być poczynione igłą i nitką. żeby mi było łatwiej nałożyłam torbę na gar 🙂
jak widać pełna profeska: koło wycięte od talerza śniadaniowego i szpilki. tak jest: szpilki używam 😉 potem wycięłam z żółtej bawełny dwa paski, zszyłam, przewróciłam na prawą i dla ozdoby przeszyłam zygzakiem. przyszyłam do torby już ręcznie. i tak wygląda gotowa torba po tuningu:
nadal uroczo wyciąga się do kolan, kiedy włożę w nią dwa kilo kartofli 😉 ale przynajmniej moje ramiona nie cierpią aż tak bardzo 😉 poza tym powiem Wam w sekrecie, że z tymi żółtymi uchami jest dokładnie taka, jak mi się marzyła od początku 😉
na dziś to tyle. a już w następnym wpisie będzie trochę przedszkolnie 😉 dziękuję za Wasze odwiedziny 🙂 pozdrawiam, PA!

Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *