wielkanocny spacer nad Wisłą

Zobacz blog

W drugi dzień Świąt byliśmy u Babci. Mojej Babci, dla jasności. 
Babcia mieszka nad samiutką Wisłą, na wysokiej skarpie, skąd rozciąga się piękny widok na rzekę. Teraz niestety tylko zimą, bo drzewa porosły. 
Kiedyś, jak byłam mała, drzewa nie były takie wysokie i zawsze było widać przepływające łódki, barki, motorówki… No i w ogóle widać było całą Wisłę i jej drugi brzeg. 
Jak było gorąco, co 25-30 lat temu zdarzało się każdego lata, pływaliśmy łódką na drugi brzeg, na piasek. W Wiśle nauczyłam się pływać… Teraz tak sobie myślę, że zbyt bezpieczne to to nie było… 
W ogóle wakacje u Babci były fajne… Zawsze przyjeżdżałam na 2 tygodnie, czasem dłużej. 
Najbardziej każdego dnia lubiłam tę popołudniową ciszę, kiedy po obiedzie Babcia z Dziadkiem poszli do domu na Teleexpress/drzemkę, w koło cicho jak makiem zasiał, słońce prażyło, jedyne co było słychać to brzęczenie much w letniaku… 
Spacery nad Wisłę też bardzo lubiłam… Przynajmniej jeden dziennie musiał być. 
Letniak to taki mały murowany domek – letnia kuchnia, do której Babcia przenosiła się z domu na lato ze wszystkimi domowymi manelami. Tam się gotowało obiady, jadło, odpoczywało i myło. A na jesieni z powrotem do domu. Teraz niestety Babcia już dwa lata nie używała letniaka, jest sama, nie ma już siły tam sprzątać i wszystkiego przenosić. Szkoda, bo to było najfajniejsze miejsce latem. Poza tym te lata ostatnio też nie są takie jak kiedyś… 
Ech, niestety wszystko przemija bezpowrotnie… 
No ale żeby rozgonić to zimno, kilka zdjęć wiosny,jaką udało nam się znaleźć na świątecznym spacerze. Na szczęście nie było zimno, no ale ciepło i przyjemnie też nie było. Jak zawiał wiatr, to aż na wylot zimno przeszywało. 
 

A jak jesteśmy w świątecznym temacie, to pokażę jaką dostałam śliczną kartkę, 
własnoręcznie robioną przez Anię z Kłodzka. 
A na koniec Mieczysław pod palmami…


Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *