0

Taras altany, pierwsze jego użytkowanie i inne (ciężkie) tematy

Zobacz blog

Lubię otaczać się ładnymi rzeczami, nie ma znaczenia, czy kupione, czy nowe. Nie czuję większego skrępowania, gdy z wyrzuconych rzeczy przed obcym domem, wypatrzę coś ciekawego i przytacham na plecach (tak do domu trafiły 3 dębowe krzesła). Czuję w tym wszystkim równowagę.
Lubię jak coś do siebie pasuje, albo nie pasuje tylko pozornie.
Od jakiegoś czasu zaczęłam kupować mniej, a to co wpada mi w dłonie, staram się by było ładne i służyło mnie i mojej rodzinie przez lata. A najlepiej jak przez całe życie.
Minimalizm nie jest dla mnie więc szperam i wynajduję perełki. Większość z nich trafia mi się z przeceny, po okazyjnej cenie. Najczęściej kończy się jednak tak, że muszę zbierać, bo po drodze okazuje się, że są inne priorytety, całkowicie przyziemne.
I tu – w tej ciągłości myśli – muszę napisać więcej…
Od jakiegoś czasu, będąc na instagramie, obserwuję pęd, wyścig szczurów, nie wiem jak inaczej te zjawisko nazwać. Doszło do tego, że pokazując na swoim profilu zdjęcia, na którym widnieją różne marki, czuję się nie tyle co skrępowana, ale nachodzi mnie myśl, co ludzi sobie pomyślą… że jakiś wpis sponsorowany? Że się wyrywam przed szereg?
Po pierwsze – dotyczy to wszystkich – co kogo interesuje czy wpis sponsorowany czy nie? Czy ktoś na tym zarabia i ile? Nie rozumiem zaglądania do cudzego portfela, jadowitych komentarzy wynikających z zazdrości. Przeczytałam tak dużo już wpisów obronnych napisanych przez blogerów…
Denerwują mnie firmy, które zauważają tylko te profile, które mają tysiące obserwatorów… Denerwują mnie też profile osób, które reklamują wszystko co popadnie byle tylko się jak najwięcej nachłapać…
Pisząc ten wpis, kołacze mi się pewne zdanie… po co mają Ci płacić za reklamę, kiedy robisz ją za darmo?

A gdzie jest miejsce na spontaniczność?
Powiem Wam jak to jest u mnie. Dostawałam propozycje współpracy, wszystkie odmawiałam, bo mnie to nie interesuje. Na razie, nie zaprzeczam. Ale póki co, pokazując daną rzecz, myślę głównie o tym, że „halooo! To mi się tak podoba, że muszę wam pokazać!”, chcę się nacieszyć. Bo sprawia mi to przyjemność i tyle. Bo mogę i chcę.
Kiedyś rozmawiałam z panią z pewnej marki, która zapytała się o współpracę. O pieniądzach była mowa. Firmę znam, mam ich produkty, zadowolona jestem, mogę ich zareklamować nawet bez pieniędzy. Przeczytałam w odpowiedzi, że nie spotkała się jeszcze z taką bezinteresownością…
Ktoś mi tu może w odpowiedzi napisać, że to głupota, bo jak mi nie dadzą to dadzą komu innemu…
Wyobrażam sobie to tak:  jestem uczciwa wobec siebie w środku i na zewnątrz. Nawet jak to nie będzie niosło za sobą grubych pieniędzy. I jeżeli coś mi się podoba, co mi się sprawdziło, to piszę o tym, bo chcę… tak samo jak nie będę chciała pisać o tym, że coś jest bublem, chyba, że poczuję inaczej…
Taka staroświecka naiwność.
Ale chcę by to było wszystko na moich warunkach albo w ogóle. I tak, chciałabym aby więcej było osób tutaj i na instagramie, ale nie mam zamiaru się sprzedawać wbrew sobie. Nie chcę by mnie coś uwierało.
Robię te różne aranżacje, reklamuję nie myśląc o tym, że reklamuję. I tylko nieliczne firmy, piszą do mnie i dziękują. I nie to, że czekam na odpowiedź, zawsze jest to dla mnie zaskoczeniem, kiedy na poczcie otrzymam wiadomość.
Kiedyś pewna trenerka fintessu, na swoim blogu napisała wprost, że jak miała mały zasięg to firmy, do których pisała o wsparcie zignorowało ją. Te same firmy nachalnie pchały się do niej, kiedy na jej profilu, z kilku setek obserwatorów podniosły się cyferki do tysięcy.
Takie bagienko.
Tak samo jak nie muszę robić ustawek, tak samo jak nie muszę przejmować się gdy ktoś mnie o to posądzi (co już się zdarzyło nie raz), życia by mi nie starczyło na przekonywanie ludzi o moich intencjach, zawsze się bowiem znajdzie ktoś, kto mi nie uwierzy.
Tak mi się zebrało…

Kiedy dzieci rozłożyły koc i swoje rzeczy na nim a potem gdy wybyły na dłuższy czas, ja, malując przy stole w altanie, pomyślałam, że właśnie dzisiaj podaruję im te fantastyczne otulacze 🙂 Wkomponowałam je w te wszystkie rzeczy (które z namaszczeniem ułożyła Martyna), usiadłam przed akwarelą i czekałam. Co jakiś czas patrząc na ten nieład artystyczny. Z myślą, ze szkoda to będzie za chwilę sprzątać, bo coś za długo ich nie ma, a tu pora kolacji, kąpieli coraz bliżej. Ładnie to wszystko wyglądało ale jeszcze bardziej byłam ciekawa jak zareagują, więc czekałam.
Czasem lubię robić im niespodziewane prezenty, lubię patrzeć na ich ciekawość, delikatne podchodzenie, dotykanie, układanie (może to mają po mnie wyuczone?), cieszę się, ze nie rzucają się bezmyślnie, celebrują raczej…
Martyna -choć Przemkowi zdarza się to również – układa według uznania i robi sesje zdjęciowe…

A na zdjęciach:
gra Monopoly Junior firmy Hasbro Gaming, kupiłam w wyprzedaży w Empiku… nie mam dzieci na dłuższy czas, gdy się w to bawią 🙂
Otulacze Layette: w związku z tym, że sama maluję, zwracam uwagę na takie szczegóły jak na przykład grafika. A ta jest wspaniała! To nic, że dzieci mam większe, wymyśliłam sobie, że mogą im towarzyszyć przez życie, bo dość spore są rozmiary 120×120, idealne, zwłaszcza na letnie dni i noce, coś lekkiego naturalnego… A te są porządne, czuć jakość w dotyku, szybko schną, nie spiera się kolor, są duże, mnie zupełnie grafiki oczarowały, a jak natrafiłam na promocję, to większej zachęty nie potrzebowałam, przyszły ładnie zapakowane, idealne też na prezent. Myślę, że gdybym dzieci nie miała, skusiłabym się na nie.  Więcej możecie zobaczyć Tutaj
Do malowania wodą obrazki, genialne! Wystarczy zapełnić pojemniczek wodą, i zmoczonym pędzelkiem rysować zakryte pola, pod wpływem wody, ukazują się kolorowe ilustracje. Przemek ma je od 3 lat, nie znudziły się do tej pory. Kupiłam je na allegro, ale widzę, że są w rożnych sklepach. Ceny atrakcyjne. Są to kolorowanki wodne Water Wow Melissa & Doug
Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.