0

Slow sewing

Zobacz blog

Czerwcowa rewolucja w szafie była dla mnie początkiem końca szyciowego szaleństwa. Wówczas jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy i dopiero jakiś miesiąc temu dotarło do mnie jaki jest prawdziwy powód spadku mojej aktywności na Zashevce.


Po oczyszczeniu szafy z całego zbędnego balastu, bardzo nie chciałam, żeby znów zamieniła się w śmietnik. Zdałam sobie sprawę z tego, że powodem jej zaśmiecenia były w dużej mierze moje zbędne uszytki. Czasem zupełnie nieudane, czasem udane, ale nieużywane. Zanim moja podświadomość przyjęła do wiadomości, że problemem jest właśnie nadmiar szycia, minęło sporo czasu. Zazwyczaj powodem nadprodukcji była miłość do maszyny, czasem presja wrzucenia wpisu na bloga, czasem chęć zarobku. Tak czy inaczej, stosy tkanin rosły, zarówno tych „przerobionych”, jak i nowych, a mnie trudno było się z nimi rozstać. W końcu jednak przełamałam się. Przestałam dokupować zapasy i zaczęłam wykorzystywać to, co mam. Jest to żmudna praca, bo nie wszystkie z tych tkanin jestem w stanie zużyć, moje „rozsądne inaczej” zakupy teraz się na mnie mszczą.
Na fali tych przemyśleń oraz mody na filozofię slow, zrodził się w mojej głowie pomysł rozszerzenia tego nurtu także na kwestię rękodzieła. Uważam, że nie ma sensu produkować kolejnych rzeczy. Wolę dziesięciokrotnie zastanowić się nad tym, czy coś będzie mi potrzebne, niż bezmyślnie marnotrawić przestrzeń życiową. W slow sewing nie chodzi o to, by każdy projekt szyć miesiącami (do tego na pewno się nie nadaję, bo jak zacznę, to muszę jak najszybciej skończyć), w slow sewing chodzi o to, by każdy projekt był przemyślany, starannie wykonany, potrzebny i użyteczny. Nie na zasadzie „przydałaby mi się nowa sukienka, więc coś uszyję”, raczej na zasadzie „potrzebuję nowej sukienki, bo będę w niej chodzić i mam braki w garderobie”. Żeby zacząć szyć w stylu slow trzeba znaleźć własny styl, zadać sobie pytanie, co mi się podoba, w co chcę się ubierać i jak chcę wyglądać. Trzeba też odzwyczaić się od coraz to nowych rzeczy, od kupowania tkanin (to bardzo trudne) i kompulsywnego szycia (powinno się to uznać za chorobę). Uzależnienie w żadnym wypadku nie jest dobre, nawet jeśli chodzi o niby-nieszkodliwe hobby.
To, co tam powyżej wypisałam przyczyniło się także do konieczności wprowadzenia zmian na blogu. Jakiś czas temu przestało bawić mnie po prostu pokazywanie moich uszytków światu. [To trochę jak z szafiarkami, którym nie wystarcza już wrzucanie do sieci kolejnych stylizacji.] W związku z tym od dziś pojawiać się tu będzie więcej mini-artykułów o stylu i rękodziele, więcej wpisów z inspiracjami i projektami, więcej tutoriali, mniej zaś gotowych prac. Ufam, że dzięki temu zarówno Wy, jak i moja szafa, będziecie zadowoleni. Nowe teksty będę publikować prawdopodobnie w poniedziałki, środy i soboty. Zainstalowałam na blogu także disqusa, bo uważam, że jest lepszym systemem komentowania od tradycyjnego, bloggerowego formularza. Mam szczerą nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe, a nowe komentarze wciąż będą się pojawiać.

Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.