0

Ostatnia deska ratunku – odwołanie

Zobacz blog

No to tak. Szkolenie odbębnione. Biznesplan* napisany i nawet złożony… W terminie! I znowu czekamy. Jak już wspominałam: ja trafiłam na taki projekt, że czekanie to był chyba jeden z jego elementów.
I w końcu pewnego sierpniowego dnia (przypomnę, że wniosek składałam na przełomie lutego i marca) cudownie pojawiła się na stronie tabelka z wynikami i w tym samym czasie koordynatorzy z Izby Gospodarczej dzwonili do nas. Kiedy dostałam telefon już wiedziałam, że nie otrzymałam dofinansowania. Prawda wyglądała tak, że gdyby nie było etapu odwoławczego tylko od razu braliby pierwsze 18 osób, to ja byłam dziewiętnasta :/ Jaka była moja reakcja? Generalnie to akurat obiad robiłam – pamiętam, że gdzieś między garami odświeżałam stronkę z wynikami i odbierałam telefony. Zrobiło mi się nieco przykro, ale pomyślałam, że to nic, że będę działać, próbować, a może postaram się o dofinansowanie z Urzędu Pracy. A potem przyszedł Mr. T. i powiedział: „ale ku*wa jak to!! Pisz odwołanie!!”  I wtedy się popłakałam, bo pomyślałam, że Mr. T. ma rację. Jak to?!#*!%!?!?!*! Przecież miałam GENIALNY biznesplan! Tyle pracy… Tyle czasu! Buuuuuuuuuuuuu i się poryczałam nieco. Ale potem otarłam łzy i musiałam ZNOWU poczekać: na karty oceny. 
Ocena: dostaje się od dwóch osób uzupełniony formularz, w którym oceniają kolejne części naszego biznesplanu. Ocena składa się z opisu = argumentu i punktów. Jak dla mnie bardzo osobiście, to wygląd moich kart oceny budził zastrzeżenia. Szczególnie jednej z nich, gdzie ocena opisowa nijak miała się do otrzymanych punktów. Takie na zasadzie: „bardzo dobrze pani Madziu, bardzo dobrze, ale punktów ni-chu-ja!”. Stwierdziłam zgodnie i komisyjnie z Mr. T. i moim doradcą od biznesplanu, że grzechem byłoby nie napisać odwołania.
Odwołanie: piszecie. Piszcie! Nie dajcie się! 😉 Mówi to osoba, która chciała machnąć na to wszystko ręką 😉 Ale napisałam na 3,5 strony! Odwołanie nie ma narzuconej formy. Punkt po punkcie zbijacie te absurdalne argumenty powołując się na to, co już napisaliście w samym biznesplanie lub rozwijając powstałe niedomówienia. Ja dodatkowo dołączyłam karty produktów – wydrukowane zdjęcia moich produktów z krótkim opisem – które miały przekonać oceniających, że się GRUBO MYLĄ!
Minęło kolejne kilka tygodni i wreszcie pod koniec września dowiedziałam się, że TAK! Dostałam dotację! „Gratulujemy – cieszymy się razem z panią i robimy meksykańską falę na pani cześć!” 😉 A tak serio, to było mniej więcej tak: „No pani Magdo dostała pani dotację. Proszę jutro iść założyć działalność, żeby dopełnić formalności.”
I tak oto powstała firma T-Bags Pracownia Kreatywna. Nie będę Was dalej już zanudzać formalnościami związanymi z zakładaniem DG, czy rozliczaniem projektu z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że jak założyć DG nauczą Was na szkoleniu, albo lepiej dowiecie się z jakiś profesjonalnych poradników. Jeśli jednak chcecie bym to ja Wam dała jakieś rady, czy wskazówki – piszcie śmiało. Po drugie rozliczanie projektu zależy od projektu, więc sami rozumiecie 😉 
Po przemyśleniu: no dobra – kilka zdań w temacie rozliczenia. Kiedy już dokonacie formalności z zakładaniem DG, konta firmowego i podpisywaniem tych wszystkich papierków, dostajecie na konto kwotę do wydania. I robicie zakupy: ZAWSZE na fakturę, ZAWSZE na nową firmę, bo faktury są podstawą zatwierdzenia rozliczenia. W moim projekcie można było robić przesunięcia środków do 10% wartości danej kategorii. Czyli jeśli kupowałam sznurek i wydałam na niego 370 zł, a nie 400 jak założyłam w budżecie, to zmiany takiej nie musiałam zgłaszać, a zaoszczędzone pieniądze wydać np. na tasiemki. Natomiast żeby robić zmiany na wyższe kwoty trzeba było napisać podanie, do którego trzeba było załączyć poprawione TRZY tabelki z części rozliczeniowej biznesplanu. I to w wersji papierowej! Tak oto Unia dba o środowisko… No w każdym razie wszystko jest do przejścia, do ogarnięcia, tylko te zakupy tyyyyyle trwają…
I tak oto od młodzieńczych marzeń o sklepie z torebkami, przez pracownię na parapecie z lastryko w naszej sypialni doszłam do własnej firmy T-Bags, którą (z jak na razie dość marnym skutkiem) prowadzę. 
Jakie mam plany na przyszłość i marzenia? Po pierwsze chciałabym, żeby w końcu zaczęli pojawiać się klienci. Nie dwóch w miesiącu, ale dwóch w tygodniu, bo na dwóch dziennie, to jeszcze muszę popracować 😉 Żebyście pokochali T-Bagsowe drobiazgi tak, jak ja je kocham tworząc je każdego dnia. I nie – nie marzę o wielkiej firmie, fabryce torebek, manufakturze drobiazgów. Marzę, żeby robić to, co robię, to co kocham i mieć z tego fajny grosz i czas dla Rodziny. 
Tak, jak zapowiadałam będzie jeszcze mały poradnik o tym, jak ogarnąć zakupy, żeby z pożytkiem wydać dotację. Ale to już następnym razem. A póki co dziękuję, że jesteście. Ściskam Was i ślę moc serdeczności, PA!

* Okazało się, że prawidłowo powinno się pisać „plan biznesowy”, ale jeśli już się uprzemy na biznesplan, to jak widać piszemy razem, bo to mniejsze zło. Wybaczcie – nie chce mi się poprawiać wszystkich wpisów, ale od teraz będę pisać bardziej poprawnie 😉
Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.