0

OGARNIAM SIĘ…

Zobacz blog

Od tego co zobaczyłam w ten weekend rozbolała mnie głowa.
Migrena okropna trzyma mnie cały dzień i końca nie widać.
Ogarniam mieszkanie ze świątecznych ozdób, bibelotów. Na początek poleciała choinka,
żal było się z nią rozstać, ale „sypała się” już niemiłosiernie i dla ogólnego spokoju musiałam
ją usunąć /dziecię moje urządziło sobie zabawę: „trzepnij i miej ubaw, jak fajnie wszystko leci”/.
Na głowie wylądował kubeł zimnej wody. Jak to, całe mieszkanie było lśniące, wysprzątane
i taki stan miał pozostać na odpowiednio długi czas. A tu po usunięciu wszystkich cudeniek, ukazał się obraz rozpaczliwy. Mieszkanie wygląda znów, jakby rok czasu nikt się nim nie opiekował. 
Wszędzie bałagan, na szybach dziecięce łapki po oglądaniu noworocznych fajerwerków,
moje trzy na krzyż rośliny doniczkowe w opłakanym stanie, nie wspominając o wszechobecnym kurzu.
No i tak siedzę sobie przy niedzieli i patrzę na ten domowy pejzaż i zachodzę w głowę jak to wszystko ogarnąć. Pudła ze świątecznymi dekoracjami znów się rozmnożyły. W piwniczce brakuje już miejsca na cokolwiek. W domu też wszędzie poupychane rzeczy do oporu.
Może macie jakieś super rozwiązanie na przechowywanie przedmiotów. Czy jedynym jest po prostu pozbycie się ich na zawsze. 
Przyznam, że mam na to ochotę od jakiegoś czasu. Takie przewietrzenie wnętrza bardzo by się przydało, zwłaszcza, że większość rzeczy tylko sobie leży w pudłach i  szufladach. 
Taki się zrobił klimat poświąteczny.
Jednym słowem: NIECIEKAWY.
Czekam na powiew świeżości.

Serducha na spółkę z piernikowymi ludkami powędrowały 
do kartonu na półkę. Trochę było mi żal, myślałam, żeby wykorzystać serca
w innym celu, ale są tak bardzo w świątecznym klimacie, że szkoda mi je tak
zwyczajnie użyć, stracą swój urok.
Do miłego następnego spotkania

Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.