0

Nasza pierwsza górska wyprawa (Morskie Oko)

Zobacz blog

To było moje takie malutkie marzenie. Zobaczyć Morskie Oko. Tatry.
Nieco inaczej sobie to wyobrażałam, ale ostatecznie jestem zadowolona. Miało być zielono, było, miały być szlaki… ziemia, była ulica. Trudno. Na pierwszy raz, może być. Tak to widzę.
Ale najważniejsze to to, że zobaczyliśmy jaka jest granica wędrówek naszych pociech. 
Dali radę! 
Byliśmy w Zakopanem 1,5 dnia, czas ten wykorzystaliśmy na wędrówkę do Morskiego Oka właśnie. Podjechaliśmy samochodem na drugi parking, pierwszy, najbliżej wejścia na szlak, był zajęty, ostatecznie zaparkowaliśmy na słowackiej granicy. Nie musieliśmy pokazywać dokumentów. 
A potem trafiła nam się okazja i dojechaliśmy busem do parkingu drugiego, kolejna opłata, i jeszcze jedna – bilety upoważniające do wejścia na szlak…
Przed nami było około 8 km pieszo. Szliśmy  dość sprawnie, nie robiąc przystanków (w powrotnej  drodze, dwa czy trzy razy, kilkuminutowe postoje). Mniej więcej w połowie drogi do Morskiego Oka, Przemek zaczął zgłaszać zmęczenie, ale zachęcany szedł dalej. Doszedł 🙂
I bardzo mi tym zaimponował.
Martyna mnie zaskoczyła, spodziewałam się, że będzie jęczeć całą drogę, a okazało się, że było wręcz przeciwnie, musieliśmy ją hamować, bo rwała się do przodu. Cały czas była uśmiechnięta.
Powiem Wam, że bardzo mnie to ucieszyło, jest szansa na wspólne górskie wypady, tu i tam 🙂 
Planuję w tym roku, jeszcze gdzieś się wybrać, ale ze względu na Przemka, musimy wybrać krótsze trasy.
Moje przemyślenia:
  • Kiedyś dotarła do mnie informacja, że konie, które ciągną wozy pełne ludzi, są wykorzystywane, męczone i zdarza się, że zdychają. Podobno zrobiono z tym porządek, dają koniom odpoczywać…Szliśmy pod górę od 11-12.00, schodziliśmy około 17-18.00, przez ten czas wozy pełne ludzi, zmierzały ku Morskiemu Oku, w powrotnej drodze również, zapełnione wozy… non stop. Co chwilę musieliśmy schodzić na bok, bo przejeżdżał wóz.Konie wyglądały na zmęczone, z pyska leciała im piana, a na wozie siedzieli ludzie -najczęściej – o twarzach… znudzonych…? Nie był to przyjemny widok. To była też sposobność, by wytłumaczyć dzieciom, dlaczego my na ten wóz nie wsiądziemy. Zupełnie nie przekonuje mnie argument, że jeżeli konie nie będą przydatne, to ostatecznie pójdą, ale na salami… Oczywiście są wyjątki, są ludzie, którzy rzeczywiście na górę wspiąć się nie mogą, a bardzo chcieliby doświadczyć, zobaczyć, poczuć… Najczęściej na wozach widziałam zdrowych ludzi, młodych ludzi! Otyłych również… W drodze powrotnej, już przy końcu w zasadzie, konie ciągnęły wozy puste, domyślam się, że panowie prowadzący konie, wyruszali po klientów na górę (kasa, kasa, kasa).
  • Odnośnie widoków… piękne, to prawda. Ale ludzi tyle, że ho ho ho. W moich marzeniach, widziałam siebie u celu… kontemplacja, cisza, wewnętrzny spokój… W rzeczywistości wyglądało to tak: weszliśmy, zeszliśmy. Każde nasze zatrzymanie się (by ściągnąć plecak, by schować coś, by coś poprawić) powodowało, że innym uczestnikom tego pędu, przeszkadzaliśmy! I odwrotnie. Staliśmy w kolejce, by zrobić sobie zdjęcie nad jeziorem. Bardzo mnie to rozbawiło, ale też rozczarowało. Wiem, że nigdy więcej głównym szlakiem do Morskiego Oka nie pójdę.
  • Jak nie masz pieniędzy w portfelu, to będzie Ci ciężej. Dosłownie za wszystko trzeba było zapłacić. To naturalnie nie jest dziwne, to nie nowość, ale wysoko w górach, było to aż namacalne. A Krupówki w Zakopanem to mnie dopiero oszołomiły. Kwoty zaporowe.
  • Będziemy jeździć w góry, dla dzieci, dla nas samych. Wiem, że dzieciom wyprawa bardzo się spodobała, trzeba korzystać z takich sprzyjących okoliczności 🙂

Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.