0

Moje zero waste

Zobacz blog

Pamiętam taką sytuację, która miała miejsce wiele lat temu, byłam jeszcze wtedy małą dziewczynką: na targu kupowaliśmy słonecznik. Taki wiecie z kwiata, do łuskania 😉 Byłam ja,  zapewne moja Sis, moja Babcia i mój Wujek, który mieszkał wtedy w Kanadzie. Pani podała Wujkowi słonecznik do ręki, na co On zapytał, czy może dostać na niego jakąś reklamówkę. Wtedy jeszcze jednorazowe reklamówki nie były czymś ‚codziennym’. Pani się nieco zdziwiła, a Babcia powiedziała z dumą: „bo wie pani, ten pan mieszka w takim kraju, gdzie na wszystko dają reklamówkę’. Na co pani orzekła, że ona nie ma reklamówek na słonecznik, ale możemy kupić standardową reklamówę i tyle.
Teraz modny jest ruch zero waste. Większość z nas rezygnuje z reklamówek. Nosimy eko-torby, kupujemy słomki z nierdzewki, nie wspominając już nawet o segregacji śmieci, bo w tej chwili jest to już na porządku dziennym. Wprowadzili nawet ustawowo opłatę za te wszystkie jednorazowe reklamówki, żeby ograniczać ich zużycie, ale oczywiście wszystko da się obejść, bo kiedy kończy się woreczek na produkt, a zaczyna reklamówka? 
Jak wygląda moje zero waste? W ostatnim miasteczku byłam znana na targu, jako ‚ta pani, co nie bierze reklamówek’ i powiem nieskromnie, że byłam z tego DUMNA! Miło mi było, kiedy sprzedawcy pamiętali, podawali mi warzywa w koszyczku, żebym sobie spokojnie przełożyła do torby. Teraz na rynek mam daleko, a i produkty na nim nie różnią się od tych w sklepach, więc kupuję owoce i warzywa w markecie. Drażniły mnie jednak te woreczki na wszystko. Starałam się ich nie brać wcale, ale czasem jednak wygodniej jest wrzucić w coś 10 jabłek 😉 Dlatego w końcu się wzięłam i uszyłam zestaw na zakupy, czyli torebki na warzywa, owoce. Uszyłam je z resztek moskitiery: dwie warstwy wzmocnione na szwach taśmą krawiecką. Do tego haftowane etykietki i tak się prezentują:
Uszyłam też z płótna bawełnianego torebkę na bułki i na niej też walnęłam hafcik. A jak!
Jeszcze ołówek pod haftem widać 😀
Od dawna nosiłam się też z zamiarem wyeliminowania płatków kosmetycznych. Używam ich rano do mycia twarzy, bo jedną z rzeczy, których nie cierpię, to mycia twarzy pod bieżącą wodą nad wanną lub umywalką. Uchlapię się zawsze jak kaczka, mam mokre rękawy i w ogóle! Rano więc myję twarz wacikiem: ciepłą wodą lub tonikiem. Tak mi jednak szkoda trochę, że tak ciach! i wacik do kosza…  Ale zobaczyłam kiedyś na blogu Czas Oscrapowany, jak Gosia uszyła sobie waciki z tkaniny. Niestety nie mogę Wam wkleić linka, bo blog nie jest już dostępny. Pomyślałam wtedy, że super pomysł! Dawno to było, a ja odkładałam zawsze ten pomysł na później, bo coś… Teraz wpadły mi w ręce resztki flaneli i po prostu uszyłam waciki! Są większe niż te zwykłe płatki kosmetyczne, ale przez to wygodniejsze i mogę ich używać również do zmywania maseczki 😉 A zużyte, przeznaczone do prania waciki wrzucam do bawełnianego woreczka z kwiecistym haftem 😉

Wiem, że te moje poczynania, to i tak kropla w morzu potrzeb. Ale wydaje mi się, że każdy gest w dziedzinie ograniczania odpadów jest BARDZO WAŻNY. Mam za sobą już pierwsze zakupy z torebkami. Sprawdzają się super! Waciki też dają radę. Przybijam więc sobie piąteczkę 😉 
I na koniec korzystając z okazji zapraszam Was jeszcze do mojego butiku: >>KLIK TU<< Dużo tam nowości kolorowych, łąkowych, rozmarzonych 😉
A teraz już kończę. Pozdrawiam serdecznie i do następnego… PA!

Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.