Moja droga nie oceniaj mnie

Zobacz blog

…gdyż tak naprawdę niewiele o mnie wiesz. Zakładam, że tym wpisem mogę u niektórych czytelników sobie „nagrabić” jednak zapewniam Cię w życiu prywatnym mam w tym wprawę. Odkąd pamiętam byłam klasowym adwokatem, taką osobą która zawsze miała najwięcej do powiedzenia. Dlatego nie gniewaj się, ale po prostu nie mogę milczeć..

 

Odwieczna krytyka

Co rusz w sieci natykam się na różne wypowiedzi odnośnie kobiet pracujących „w domu” i tych  „poza nim”. I nie chodzi mi tu o popularne memy krążące po fejsie niczym bumerang, odnośnie ciężkiej pracy w domu czy katuszach jakie niesie rodzicielstwo, choć i do tego dojdę ale za chwilę. Doinformowałam się, że kobieta która jest w stanie wrócić po rocznym urlopie macierzyńskim do pracy jest kompletną egoistką i pozbawioną uczuć jędzą. No bo jak można porzucić na 8 godzin (bądź 7 jeżeli jeszcze karmisz, ja nie karmiłam i dlatego jestem jędzą do kwadratu) taką maleńką kruszynkę o anielskim zapachu. Jak to możliwe, że tylko kariera jej w głowie. Bo przecież powinna w 200% oddać się całkowicie temu aniołkowi. Błagam, powiedz że nie myślisz dokładnie w ten sam sposób o mnie, o Zosi, Gosi czy o Pani z warzywniaka za rogiem, bo jeżeli tak to moja wiara w ludzi kompletnie podupadnie. 

 

Wiem, że do ideału mi daleko

Nie pojmuję z jaką lekkością ktoś stwierdza, że kobieta na etacie jest pozbawioną wyrzutów sumienia egoistką. Wychodzę rano i wracam późnym popołudniem, jak mogę nie tęsknić w ogóle? Jasne zdarza mi się wieźć zakatarzone dziecko do dziadków z plecakiem wypchanym syropkami, kropelkami i innymi „wspomagaczami” gdyż pracy w kancelarii jest tyle, że nie przyszłoby mi do głowy dzwonić po urlop. Jednak czy to, że nie siedzę w domu z dziećmi na okrągło sprawia, że jestem gorszą matką? 
Nie jestem idealna, zdarza mi się kupować prezent dla koleżanki czy kolegi Julki w drodze na  przyjęcie urodzinowe, gdyż wcześniej albo zapomniałam albo po pracy nie chcę włóczyć się po sklepach tylko chcę jechać prosto do domu. Zdarza mi się z czystą premedytacją zapakować do Julki śniadaniówki gotowca w postaci rogalika. Mi też zdarza się psioczyć z niewyspania z powodu ząbków, brzuszków i „paluszków”. Na miłość Boską jesteśmy tylko ludźmi. 

 

Pamiętaj, że nie jestem robotem ja też mam uczucia

Jednak natura ludzka jest paskudna, lubimy zaglądać ludziom do przysłowiowego portfela, oceniać innych, porównywać się z nimi ale w taki sposób, który buduje nasze ego. Moja szwagierka na swoim blogu kiedyś opisała relacje matek, to straszne ale wychodzi na to, że my matki nie potrafimy trzymać sztamy. Są matki, które nie podadzą Ci dłoni ale chętnie Cię dobiją, wpędzą w poczucie winy, a swoimi cudownymi opowieściami sprawią, że poczujesz się gorsza. Przykładu wcale nie trzeba daleko szukać, ja po raz pierwszy z jadem nienawiści spotkałam się w sieci gdy miałam problem z laktacją. Niestety razem z Szymonem zafundowałam sobie rany i choć powinnam pomyśleć na chwilę o sobie, to ja  katowałam się komentarzami, że mleko modyfikowane to jawna zbrodnia i tylko bez dusznica nie potrafi poświęcić się dla dziecka ofiarując mu swój najcenniejszy dar. Ileż ja miałam wyrzutów sumienia, gdy lekarz przepisał mi jakieś antybiotyki i zakazał chwilowo karmić Szymona, abym miała szansę wygoić swoje rany. Czułam się jakbym była potworem ale potworem do kwadratu stałam się kiedy poczułam ulgę, że moja „przygoda” z laktacją już minęła. 

 

Pracuję, żeby żyć. Nie żyję by pracować

Ale przecież kobieta na etacie w domu jest taką rasową matką Polką, która w ciągu „swojej zmiany” musi dom posprzątać, pranie zrobić, obiad ugotować, odrobić lekcje z dziećmi, poprasować całe stosy ubrań i wiele więcej. Droga matko i tu Cię zaskoczę, zarówno ja jak, Zosia, Gosia i Pani z warzywniaka oprócz etatu poza domem mamy te same obowiązki domowe co Ty. Nie mamy służby, pokojówek i kamerdynera, którzy za nas wykonają połowę jak nie większość domowych prac. Ja swój dzień zaczynam niezmiennie 5.10, gotuję, sprzątam, ogarniam  dzieci, siebie i gnamy do miasta, do szkoły, dziadków i do pracy. Moje dzieci również miewają zarwane noce, z różnych powodów. I tak samo jak każda inna matka siedzę przy łóżeczku, noszę na rękach i kołyszę aby w jakiś sposób ułatwić zakatarzonemu Szymonowi sen. Tylko, że w takiej sytuacji taka „karierowiczka” – jak to internet zwykł ją nazywać nie zdrzemnie się w ciągu dnia gdy dziecko zaśnie tylko wypija hektolitry kawy aby jakoś dotrwać do końca. Ale gdy wraca do domu jest w 100% dla swoich dzieci i to chyba najważniejsze.

I wiesz co

Mam takie wrażenie, że mimo wszystko wychowam zaradne i samodzielne dzieci. Takie, które wiedzą, że obiad pod nos się sam nie podsunie. Takie, które po powrocie do domu potrafią w miarę swoich możliwości zaangażować się w życie domowe. Moi rodzice oboje pracowali, a ja z kluczem na szyi maszerowałam do szkoły czy do domu. Wiedziałam, że muszę się zmobilizować i sama odrobić lekcje, wybierając się na szkolną dyskotekę byłam w stanie sama uprasować swoje ubrania. Co z tego, że na małej desce do prasowania rękawów, którą stawiałam sobie na ziemi. Wyrosłam dzięki temu tak mi się wydaję na niezależną kobietę, nie czekającą na wypłatę męża (wybacz kochanie, ale taka prawda). Bo wiesz, nawet jak bywałam na bezrobotnym i była w domu tylko jedna pensja to nigdy nie musiałam spowiadać się z zakupów czy wysłuchiwać, że mogłabym wreszcie iść do pracy. Osobiście czuję się lepiej gdy ja również mam swój wkład w nasz domowy budżet. Zresztą gdybym nie pracowała nie mielibyśmy tego co mamy teraz, nie byłoby rodzinnego zakątka.
Zatem drogie Panie przestańmy z tą chorą rywalizacją i porównywaniem kto jest matką na medal, a kto nie. Żyjmy na swój własny sposób, wyznaczajmy swoje własne cele i nie bójmy się pewną ręką sięgać po to na czym nam zależy, czego skrycie pragniemy.

Dalej

One thought on “Moja droga nie oceniaj mnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *