historia pewnych tragicznyh przeróbek

Zobacz blog

tytuł wpisu mówi sam za siebie 😉 bo chyba wszyscy wiedzą, że nie zawsze się udaje. uczymy się na błędach lub nie 😉 ja właściwie za każdym razem uczę się czegoś nowego, bo najczęściej szyję coś nowego dla mnie… 😉 nie ściągam wykroju – sama je rysuję lub to, co się da wycinam na oko 😉 nauczyłam się, że warto używać szpilek – ZAWSZE! 😉 nauczyłam się, że nie wszystko, co w głowie wygląda pięknie, wyjdzie mi tak samo w rzeczywistości, bo jak to kiedyś sama powiedziałam: ‚nie zawsze ręka dźwiga potęgę mojej wyobraźni’ 😉 TAK, JESTEM SAMOUKIEM! kilka drobiazgów, podstawowych podstaw nauczyła mnie Mama i Babcia, ale generalnie wszystkiego uczę się sama. 
czytając mojego bloga wiecie też, że często mi się zdarzają wpadki, ale też, że się nie poddaję 😉 tym razem jednak poległam i dałam sobie na luz. przynajmniej w połowie, przynajmniej na razie 😉 
o co chodzi? o z pozoru proste przeróbki, które totalnie mi się nie udały. pierwsza pod nożyczki poszła plisowana koszulka wiązana na szyi z boku.
kiedy lata, lata temu ją zobaczyłam – zakochałam się we wzorzystym materiale i kroju, i postanowiłam, że muszę ją mieć 😉 nie widać na zdjęciu dołu, ale jest rozkloszowana jak spódnica i krojem przypomina ‚pillow case dress’ 😉 wiązanie na szyi jednak bardzo mi nie pasowało: jakoś czułam, że mnie przydusza. w dodatku okazało się, że nawet tak prosty krój można spartolić, bo koszulka się skręcała i ogólnie wyglądała słabo. wiele lat spędziła w torbie pt.: ‚na ubrania nie noszone, które szkoda wyrzucić’. i w końcu, w połowie sierpnia wymyśliłam, że ja przerobię.
wycięłam pasek na ramieniu, odcięłam długie końce. to, co było przyszyte do przodu i tyłu potraktowałam jako tunel i zrobiłam prawdziwą ‚pillow case’ koszulkę. działa! okazało się jednak, że i teraz nie pasuje do mojej figury i tym sposobem przeniosła się do torby pt.: ‚do oddania’.
drugą tragiczną w skutkach przeróbką sierpnia była sukienka. zobaczyłam ją na manekinie w ciucholu. pomyślałam: ‚cuuudo!’, a Mr. T. mnie namówił: ‚kup. dziś 12 zł za kg. na pewno będzie tania, to najwyżej przerobisz sobie jakoś’. 
piękna, prawda? ale miałam wątpliwości, bo już w przymierzalni nie byłam pewna, czy przeróbka coś da… jednak 3 zł pomogło podjąć decyzję. ‚biorę. najwyżej przerobię’. słabo to widać na zdjęciu dlatego kilka słów o sukience. dwuwarstwowa: szyfon plus słaba jakościowo, ale do przeżycia podszewka 😉 dół sukienki falbaniasty. sukienka jest na szerokiej gumie, która robi za stanik – dla mnie za mały, za wąski, nie w moim stylu, weeeź! 😉 
i znowu najprostszy pomysł: obciąć gumę i zrobić coś na kształt ‚pillow case dress’ 😉 zaczęłam nawet nieźle, bo zanim odcięłam gumę to przeszyłam sukienkę, żeby warstwy zostały razem 😉 potem było już gorzej. okazało się bowiem, że falbany są przyszyte po fali: z przodu wyżej, po bokach niżej przez co dramatycznie podkreślają mankamenty mojej figury 😉 próbowałam różnych długości, a nawet opcji: spódnica. wszystko NIE TAKIE! byłam już zrezygnowana i zmęczona, i chciałam ją po prostu wywalić do kosza, ale jeszcze schowałam ją… może kiedyś… 😉
i tak oto w sierpniu dokonałam dwóch tragicznych w skutkach przeróbek 😉 ale co tam! na dwóch drobiazgach świat się nie kończy 😉 a Wy macie podobne doświadczenie na swoim koncie? 😉 
na dziś to tyle, ale ja tu jeszcze wrócę! i to już niebawem 😉 pozdrawiam, PA!

Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *