0

historia obrusów dwóch…

Zobacz blog







Zobacz blog

…a właściwie obrusa i bieżniczka 😉 Historia z października, ale zawsze było coś innego do zrobienia… 😉 Jednak dziś w końcu przychodzę do Was z moim prawie idealnym obrusem i debiutem w aplikacji z filcu.
Zacznę od obrusa prawie idealnego… Nie cierpiałam tych plamoodpornych koszmarków, które w pewnym momencie zawładnęły polskimi salonami. Z tęsknotą patrzyłam na trzymane przez Mamę gdzieś głęboko w szafie lniane obrusy. I kiedy wyprowadziłam się z domu obiecałam sobie, że u nas tych sztucznych płacht nie będzie choćby stół miał nagi stać 😉 A potem wycyganiłam od Mamy lniane obrusy, dokupiłam kilka swoich i MAM! Wszystkie jednak są z jakimś wzorem. A to paseczki, a to słoneczniki. Nie najgorzej, ale brakowało mi jednolitego tła pod moje wynalazki – bieżniki z ozdobnych szali 😉 Na len trochę mi szkoda kasy, ale znalazłam cienką surówkę bawełnianą. Wymyśliłam, że po prostu podwinę brzeg i przeszyję ciemniejszą nitką. Potem wypróbowałam ozdobny ścieg i przepadłam.
JEST CUDNY! Obrus i ścieg, i tylko żałuję, że tak mało tej bawełny kupiłam, bo obrusik lekko kusy jest 😉 Zresztą zobaczcie sami:
Obrus jest też tak fajnie pognieciony. Prasuję go, ale chyba dla efektu ‚lustra’ musiałabym go zanieść do magla. Tylko po co?! Mnie się taki podoba 🙂
I na powyższym zdjęciu widzicie też już bohatera dalszej części tej opowieści – BIEŻNICZEK 😉 Nigdy nie byłam fanką bieżników, bo nie bardzo wiedziałam, jak tego użyć, ale teraz jakos tak od czasu do czasu… 😉 A jak bieżniczek się u nas w ogóle znalazł? Ano przyszedł raz pewien człek miły i pyta: ‚chcesz bieżnik?’. No, a co ja mogłam odpowiedzieć? Oczywiście, że chciałam. Okazało się jednak, że bieżniczek ma jakieś plamy. Nie zeszły one w praniu. Nie zeszły nawet po użyciu moich magicznych środków! Plamy niezbyt widoczne, ale ja wiedziałam, że one tam są! Wpadłam więc na pomysł, że je przykryję i że w tej sytuacji będę mogła się sprawdzić w końcu w tworzeniu aplikacji z filcu. Najpierw powstał projekt i rozplanowałam elementy tak, aby przykryły miejsca strategiczne 😉 Potem zabawa z kolorami, koralikami. Super sprawa. A efekt końcowy z bliska jest taki:
I w ten oto sposób powstało jedno z moich ulubionych okryć naszego stołu 😉 A powyższym postem nadrobiłam wreszcie wszelkie zaległości. Teraz już tylko świeżynki będą 😉 Zapraszam zatem niebawem na nowe przygody z rękodziełem 😉 Pozdrawiam Was ciepło. PA!

Dalej







Artykuł historia obrusów dwóch… pochodzi z serwisu Polskie Rękodzieło.

Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *