0

Historia jednej kuchni, a raczej jej mebli

Zobacz blog

Dawno dawno temu… i to wcale nie bajka, nabyłam drogą kupna (a jak inaczej?) sosnowe szafki do kuchni oraz stół z rogówką. Dumnie się prezentowały (nie dysponuję zdjęciami z tamtych czasów), niestety z biegiem lat sosna jak to sosna – zrobiła się brzydka, materiał na rogówce – pomijając niezbyt atrakcyjny teraz wzór – poprzecierał się i podarł
Nie mogłam już na nie patrzeć, więc pognałam do sklepu, rozeznać się w sytuacji. To co mi się podobało, było za drogie, a to co cenowo było ok. – niestety nie wyglądało. No to odezwał się we mnie Pomysłowy Dobromir – Kto zna bajkę ten widzi, jak kulka puka w głowę Dobromira…- a może by tak pomalować???? 
A że jestem szczęśliwą posiadaczką szlifierki elektrycznej, więc…. Fronty poodkręcane, zeszlifowane – i co?
Poczytałam, pooglądałam obrazki, a że jestem fanką Fluggera, pognałam do najbliższego sklepu (czyli jakieś 30 km) po farbę. Tylko jaką? Najlepiej by było widać słoje drewna. Pani skutecznie wybiła mi wszelkie transparentne malowidła, ponieważ szlifowanie powierzchni wymaga niesamowitej staranności, a jak zostanie poprzednia powłoka – wyjdą plamy.  Zdecydowałam się na szarość w najmniej błyszczącej wersji satynowej. Pierwsze próby malowania wyglądały tak:
Tak wyglądało przed montażem. Brązowe szybki zostały wymienione u szklarza. Najpierw chciałam, by były mleczne. Niestety akurat nie miał takich, jakie sobie wymarzyłam i jak już zrezygnowana wychodziłam wpada mi w oczy oparta o ścianę szyba, trochę przybrudzona, bo jak się okazało, ktoś wymienił bardzo oryginalną kropelkowaną szybę na ornament. Pan stwierdził, że jest tylko brudna i za 10 zł dociął mi dwie piękne szybki. Pasowały idealnie do stylu
Przymiarka drzwiczek – no niestety trzeba wymienić zawiasy i blat. Zawiasy w sklepie – od 3,50 do 6,50, na Allegro za przysłowiową złotówkę + do zakupionych 10 jeden gratis. Zawiasy przyszły przyzwoite, idealnie pasowały.
Blat oczywiście drewniany – ikeowski – olejowany, bukowy. Niestety z klepek, ale mam nadzieję, że zda egzamin i nie będzie się rozklejać. Jeszcze tylko jedna warstwa olejowosku i powinno być ok.
Wyglądało to dużo lepiej… Kolor nadał meblom lekkości, a połączenie z naturalnym drewnem trochę stylu shabby chic. Ściany przemalowałam na biało dekoralem i stwierdziłam, że jednak biały kolor ma swoje zalety – nie dość, że pasuje do stylu, to jeszcze malując ściany nie musiałam przyklejać taśmy…..
Teraz kolej na metamorfozę rogówki i stołu. W sklepie z używaną odzieżą siostra znalazła aksamitne story, na tyle grube, by nadawały się na obicie tapicerki ławy, a że nie jest to moja pierwsza przygoda z tapicerowaniem, a siedzenie ławy było mało skomplikowane, więc efekt końcowy wygląda tak:
No pewnie nie jest to mistrzostwo świata, ale mnie się podoba i chyba o to chodzi? Nie wiem też, czy przypadkiem rogówka nie przejdzie kolejnej metamorfozy.. No może jeszcze powinnam powiesić firanki, takie robione na szydełku i kwitek na oknie?


Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.