0

Grzybobranie po mojemu :)

Zobacz blog


„Król Borowik  Prawdziwy szedł lasem
Postukując  swym jedynym obcasem,
A ze złości brunatny był cały,
Bo go  muchy okrutnie kąsały.
Tedy siadł  uroczyście pod dębem
I  rozkazał na alarm bić w bęben:
– Hej,  grzyby, grzyby,
Przybywajcie do mojej siedziby,
Przybywajcie orężnymi pułkami.
Wyruszamy na wojnę z muchami! […]”
Witajcie Kochani! Swój post rozpoczęłam fragmentem mojego ukochanego wiersza „Grzyby” Jana Brzechwy. Jesień to piękna pora roku, a szczególnie uwielbiają ją zapaleni Grzybiarze. Co krok chwalą się w mediach społecznościowych swoimi grzybowymi łowami, zasypując nas tysiącem wspaniałych zdjęć. Nie ma co się dziwić, w końcu jest to powód do dumy. Żeby jesiennej tradycji stało się zadość i my wyruszyliśmy do lasu na Grzybobranie.  Napiszę Wam Kochani szczerze –  nie znam się na grzybach leśnych! Potrafię rozpoznać bezbłędnie tylko muchomora i to klasycznego, czerwonego. Hmmm…może dlatego tak go uwielbiam? Oczywiście, kiedy przeglądam książki przyrodnicze, atlasy to bezbłędnie wskażę borowiki, zieleniatki, czy inne jadalne grzyby,  ale w lesie dostaje całkowitego zaćmienia! Ogarnia mnie strach, że pomylę je z ich kuzynami „trujakami”.  Nie wstydzę się, że jestem w tej sprawie „zielona” niczym wspomniane powyżej  zieleniatki. Dla własnego i rodziny zdrowia, a nawet życia nie zrywam więc leśnych grzybów, a jeśli już jakiegoś spotkam zawsze pytam się męża, czy oby na pewno jest jadalny.  Mój  mąż, choć super ekspertem nie jest, to na podstawowych gatunkach grzybów się zna i mogę jemu śmiało zaufać. Poza tym zawsze zachowuje rozsądek i jeżeli nie jest w 100% pewien to grzyba nie zrywa. Dodatkowo w tym roku postanowił troszkę mnie poduczyć w kwestii rozpoznawania grzybów jadalnych. I pochwalę się – rozpoznaje już podgrzybka i oczywiście borowika 😁.
Podgrzybek brunatny

Podgrzybek brunatny

Borowik

Zatem jak wygląda nasze Grzybobranie? Bardzo ciekawie. Wyruszamy po śniadaniu całą rodziną zaopatrzeni w duży koszyk wiklinowy i aparat (to mój gadżet). Jedziemy do lasu i pełni energii rozpoczynamy nasze rodzinne Grzybobranie, a raczej „grzyboszukanie”. Mąż poszukuje podgrzybków i innych jadalnych grzybów, a ja rozglądam się za muchomorami. Jak już Wam Kochani wspomniałam KOCHAM MUCHOMORY, a w tym roku spotkałam bardzo ciekawą odmianę co za chwilkę zobaczycie sami. Potrafię je dostrzec z każdej strony i obok żadnego nie przejdę obojętnie. Oczywiście nie zrywam, a jedynie podziwiam ich obłędne czerwone kapelusze wyróżniające się na tle lasu.

Nad każdym stanę, obejrzę dokładnie, dam wykład dzieciom o ich szkodliwości oraz znaczeniu w niektórych kulturach, a potem rozpoczynam sesję zdjęciową.

I tak przy każdym muchomorze. Po zaliczeniu kilku długich muchomorowych przystanków każdemu odechciewa się dalszego grzybobrania 😂.

Do domu wracamy nie tylko z grzybami w koszyku (które w międzyczasie znalazł mąż), ale przede wszystkim z setką zdjęć muchomorów 😂.  To taka już nasza rodzinna tradycja – Grzybobranie na opak.

A skoro poruszyłam temat grzybów to pamiętajcie Kochani – nie ma w tym nic złego, jeśli podobnie jak ja nie znacie się na nich. Pomyślcie 100 razy i upewnijcie się, czy oby na pewno wiecie co zrywacie. Jeśli pojawi się, choć malutkie zwątpienie nie ryzykujcie – mamy tylko jedno życie, a pomyłka może nas jego pozbawić. Grzyby śmiertelnie trujące zawierają swoiste jady, które uszkadzają wątrobę, nerki, a w dalszej kolejności śledzionę, serce i inne narządy miąższowe. Najbardziej niebezpieczny jest muchomor sromotnikowy, którego łatwo pomylić z kilkoma jadalnymi grzybami. Jego trujący owocnik zawiera substancje, które bez trudu, po spożyciu, zabiją kilka osób.
Muchomor sromotnikowy. Zdjęcie zostało zapożyczone  i pochodzi ze strony Ekologia.pl
Podsumowując – uważajcie podczas Grzybobrania! Ja pozostanę przy konsumpcji grzybów sprawdzonych, zebranych przez mojego męża, brata oraz najlepszego grzybiarza i eksperta w  rodzinie – naszą Ciocię Mirkę. Z niecierpliwością czekam na ulubione marynowane rydze, na których punkcie moje kubki smakowe oszalały!


Kochani bardzo Wam dziękuję za wszystkie odwiedziny, miłe komentarze i tak dużo życzliwości. Cieszę się, że zaglądacie – to bardzo mnie motywuje do dalszego pisania i tworzenia 💖. W następnym poście znów będziemy spacerować po lesie więc kto ma ochotę i jeszcze trochę sił (a będzie to nieco dłuższy spacer) to serdecznie zapraszam ponowie do świata moich Wielkich Małych Pasji.


Posyłam Wam mnóstwo uścisków!

Justyna

PS. W końcu policzyłam z pomocą dzieci moje skarpetki do szycia. Tak jak myslałam – ich liczba mnie samą przeraziła.  Kochani kto ma ochotę ze mną się pobawić, taka mini zabawa, i zgadnąć ile tych skarpet mam to zapraszam do wpisywania propozycji w komentarzu. Osoba, która jako pierwsza zgadnie lub będzie najbliżej prawdy (jeśli poprawna odpowiedź nie pojawi się) otrzyma ode mnie jesiennego skarpeciaka 😀. Malutka podpowiedź – liczba jest trzycyfrowa i zaczyna się 7..

I na koniec jeszcze muchomorki 🍄💗🍄


Dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.